1. Bernard Gui, papieski inkwizytor


Umberto Eco w swojej bestsellerowej powieści "Imię róży" z 1980 roku wskrzesił mroczną i frapującą postać Bernarda Gui, biskupa i papieskiego inkwizytora. Jest rok 1327 i Gui przybywa do opactwa, gdzie popełniono serię morderstw. Spada na niego obowiązek zwołania sądu i przesłuchania podejrzanych. Eco tak opisuje zachowanie inkwizytora podczas pracy trybunału:

Nie mówił nic; kiedy wszyscy oczekiwali, że rozpocznie przesłuchanie, on trzymał dłonie na kartach, które miał przed sobą, udając, że je porządkuje, ale z roztargnieniem. W istocie, spojrzenia kierował na oskarżonego i w tym spojrzeniu obłudna pobłażliwość (jakby chciał rzec: "Nie lękaj się, jesteś w rękach zgromadzenia braterskiego, które chce jeno twego dobra") mieszała się z lodowatą ironią (jakby chciał rzec: "Jeszcze nie wiesz, co dla ciebie dobre, a ja rychle ci to powiem") i bezlitosną surowością (jakby chciał rzec: "Ale w każdym razie jestem tutaj twoim jedynym sędzią i należysz do mnie"). [Umberto Eco, "Imię róży", przełożył Adam Szymanowski, PIW 1991]

Bernard Gui jest postacią historyczną. Był dominikańskim księdzem, a w 1307 roku faktycznie został inkwizytorem mianowanym przez papieża Klemensa V i pod jego jurysdykcją znalazła się spora część południowej Francji. W ciągu 15 lat Gui uznał za winnych herezji około 633 mężczyzn i kobiet. Znamy orzeczenia w tych sprawach, ponieważ Gui wszystko zapisywał - świadectwo przetrwało w jego Liber sententiarum, czyli "Księdze wyroków". To wolumin rozmiaru folio, oprawiony w czerwoną skórę. Składamy zamówienie w Bibliotece Brytyjskiej w Londynie i wkrótce dokument zostaje dostarczony do Czytelni Rękopisów. Pismo w języku łacińskim jest drobne, a w zdaniach są liczne skróty.

Rejestry inkwizycji są bardzo szczegółowe i szokująco prozaiczne. Zachowało się dokładne rozliczenie wydatków na spalenie czterech heretyków w 1323 roku w Carcassonne:

Za duże drewno. . . . . . . . . . . . . . . . .55 soli, 6 denarów.
Za gałęzie winorośli. . . . . . . . . . . . . . 21 soli, 3 denary.
Za słomę. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 2 sole, 6 denarów.
Za cztery słupki. . . . . . . . . . . . . . . . . .10 soli, 9 denarów.
Za liny do wiązania skazanych. . . . . .4 sole, 7 denarów.
Dla kata, 20 soli za każdego. . . . . . . . 80 soli.
W sumie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 8 liwrów, 14 soli, 7 denarów.

Takie wydarzenie zwykle miało miejsce w niedzielę, w trakcie ceremonii znanej jako sermo generalis. Zbierał się tłum, a inkwizytor odczytywał na głos różne wyroki. Na końcu przychodziła kolej na przestępstwa zagrożone karą śmierci, po czym władze duchowne przekazywały więźniów - "zwalniały", jak to eufemistycznie określano - do dyspozycji władz świeckich: duchowni sami nie chcieli kalać się zabijaniem. Aby podkreślić, że jego ręce są czyste, inkwizytor dla pozoru odczytywał modlitwę, wyrażając nadzieję, że skazany może jakoś uniknie stosu - chociaż nie było na to żadnej nadziei. Dla Bernarda Gui najbardziej owocnym dniem był 5 kwietnia 1310 roku, kiedy skazał na śmierć 17 osób.


2. Inkwizycja jako zwiastun współczesności